niedziela, 21 września 2014
Prolog
Uwierzylibyście mi, gdybym Wam powiedziała, że syreny istnieją? Oczywiście, że nie. Też bym w to nie wierzyła, gdyby nie to, że jedna z nich mnie wychowała, a druga prowadzi samochód, którym właśnie jedziemy. I to, że jestem jedną z nich.
Sarah prowadzi kabriolet dosyć ostro, ale życie na krawędzi to dla niej codzienność. Jej blond włosy z czerownymi pasemkami, usta wymalowane czerwoną szminką i wiele tatuaży mówią o niej co nieco, już na pierwszy rzut oka.
Kierujemy się do "Malibu" - naszego ulubionego klubu. I pomimo tego, iż jeszcze nie jesteśmy na imprezie to już czujemy się tak, jakbyśmy były w sercu zabawy. Bity jakiejś popowej piosenki roztaczają się dookoła nas, a nasze dzikie ruchy głów, rąk, i głośne śpiewanie, naprzemienne z salwami śmiechu, zwracają na nas uwagę. Ludzie gapią się, pokazują nas palcami i gwiżdżą na nas, ale mimo to, nie jest to niczym niezwykłym, bo, halo, jesteśmy w LA.
Mijamy jeszcze kilka przecznic, wciąż w tym samym stylu. Parkujemy w zaułku dwie ulice od klubu, wysiadamy i wykonujemy ostatnie poprawki naszego image. Krótka czarna spódniczka, wygodne sandalki na koturnie i połyskliwy, zielony croptop wyglądają na mnie bardzo dobrze. Sarah w swojej czerwonej mini wygląda równie obłędnie.
Lustrujemy się nawzajem wzrokiem i wysyłamy sobie porozumiewawcze uśmieszki. Znamy się od dzieciństwa i jesteśmy siostrami. Oczywiście nie biologicznymi, ale i tak wszytskim to wmawiamy, bo jesteśmy cholernie podobne.
Po kilku chwilach marszu widzimy znajome światła klubu, a jeszcze jedną chwilę później, znajomy nam bramkarz, przepuszcza nas bez kolejki. Można powiedzieć, że jesteśmy tu stałymi bywalczyniami.
Dziś, jak co wieczór, polujemy na facetów. Zaczynamy, tak jak zawsze, siadając na barowym stołku i zamawiając jakiś drink.
Od dawna z Sarah we wszystkim rywalizujemy - kto szybciej się wystroi, kto lepiej pomaluje paznokcie, kto więcej wyda na zakupach, czy też jak teraz, która szybciej uwiedzie faceta.
Najłatwiej byłoby zająć się zielonym jeszcze barmanem, ale obie go już zaliczyłyśmy.
Chcę już zamawiać to, co zawsze, gdy Sarah powstrzymuje mnie krótkim machnięciem ręki i przebiegłym spojrzeniem. Doskonale wiem, co zamierza zrobić, więc przewracam oczami, dając jej znać, że mi się to nie podoba. Ona oczywiście ma to w nosie i jest już zajęta urabianiem chłopca za barem.
Przyglądam się jej wysiłkom. Widzę jak się uśmiecha, obciąga w dół bluzkę ukazując więcej dekoltu, jak się pręży przy ladzie i jak powoli się irytuje, gdy chłopak niezręcznie udaje, że nie wie co moja siostra ma na myśli. Moglibyście sobie pomyśleć, że nie dostaniemy darmowych drinków, ale przecież jesteśmy syrenami.
Gdy irytacja blondynki z czerwonymi pasemkami sięga zenitu, dziewczyna odgarnia włosy za ucho i przestaje się uśmiechać. Jej niebiesko - zielone oczy lekko lśnią na złoto, ale trzeba wiedzieć, czego się szuka, by to dostrzec. Każdy człowiek, który to zauważa, zawsze myśli, że to blask słońca, refleks światła czy cokolwiek innego.
- Dwa razy daiquiri na koszt firmy. - mówi Sarah, a chłopak od razu zabiera się do przygotowania napojów.
Nie przepadam za używaniem perswazji, ale Sarah nie ma z tym żadnych problemów. Po chwili obie sączymy słodzony rum i szukamy w tłumie nowych ofiar.
Z pewnością każdy z was słyszał opowieści o syrenach wabiących rybaków śpiewem i jedzących ludzkie mięso, i dobrze słyszeliście. Chociaż w XXI wieku dość ciężko jest zjadać ludzi, więc zadowalamy się ludzką krwią, niemalże jak wampiry. Choć oczywiście wampiry nie istnieją.
W dodatku nasz śpiew i uwodzicielskie spojrzenie wystarczą, by dostać to czego tylko sobie zapragniemy, ale mimo to dobry flirt nigdy nie przestanie być fascynujący.
Sarah pierwsza znalajduje sobie przekąskę i po chwili idzie przez tłum na drugi koniec sali, gdzie ciemnoskóry kark pożera ją wzrokiem. Biedny facet nie zdaje sobie sprawy, że zaraz to on zostanie pożarty.
Zaczynam się irytować, gdy po dłuższym czasie i dwóch screwdriverach nikt nie przykuwa mojej uwagi. Na szczęście tym razem to ja przykułam czyjąś uwagę.
Tlenione włosy, brązowe oczy i złamany nos nie są tym czego szukam u faceta, ale darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. Uśmiecham się do niego zalotnie.
Chłopak odpowiada mi uśmiechem i zamawia dla mnie cuba libre, a sobie stawia setkę. Ciągnie jakąś gadkę - szmatkę, szybko orientuję się, że trafiłam na kolejnego casanovę z przerostem ego.
Okej, niech sobie myśli, że to on mnie zaliczył, ale zdziwi się, gdy sprawię, że rano nie będzie mógł wstać.
Gdy jego monolog zaczyna mnie naprawdę nudzić kładę rękę na jego nodzę i szepczę mu na ucho, że jestem zmęczona. Facet szybko łapie aluzję i idziemy do niego.
Staram się zapamiętać drogę, by móc potem ewentualnie wrócić do klubu. Facet mieszka jak typowy student, więc w jego mieszkaniu już jest jakaś para. Gdy tylko przekraczamy próg jego ręce lądują na moim tyłku i zaczynamy się całować. Jest bardzo zdesperowany, jego ruchy są szybkie i gwałtowne. Lądujemy na trzeszczącym materacu, który śmierdzi. Za to jego rozgrzana krew pachnie cudownie. Koleś szybko przechodzi do rzeczy, zakłada gumkę i po chwili jest już we mnie. Czuję jak bardzo jest podniecony, i wiem, że szybko dojdzie. Zaczynam ssać jego szyję i czuję pod skóra pulsującą tętnicę. Słyszę drugą parę, wiem, że jakaś inna dziewczyna właśnie dochodzi, ale nie interesuje mnie to. Kiedy mój posiłek jest zajęty swoim penisem i moją cipką, ja zajmuję sie jego szyją. Rano zostanie tylko malinka, ale teraz mój język staje się ostry, liżę jego skórę i rozcinam ją po czym łapczywie spijam krew. Mężczyzna na mnie przeżywa orgazm i w ogóle nie czuje bólu, jedynie pieszczoty. Gdy jestem syta składam intensywny pocałunek na ranie, którą zrobiłam, a ta natychmiast się goi, pozostawiając po sobie jedynie siniak.
Facet, jeszcze przed zaśniecięm, namawia mnie na wspólne śniadanie, a ja się zgadzam.
Tak naprawę wiem, że chciałby kontynuować tą znajomość, ale ja nie mam na to najmniejszej ochoty. Czekam aż zaśnie po czym wyślizguję się z jego objęć i ubieram po ciemku. Najciszej jak mogę, a jestem w tym mistrzem, skradam się do drzwi i wychodzę.
Ku mojemu zaskoczeniu na klatce schodowej wpadam na nieznajomego blondyna, który zakłada buty.
- Kurwa! - krzyczę szeptem przygniatając go do ziemi.
- Wstań ze mnie i nie krzycz! - odpowiada mi szeptem. Domyślam się, że robi to samo co ja, czyli ucieka zanim zostanie usidlony.
Szybko wstaję, poprawiam mini i otrzepuję się z brudu podłogi. Kiedy blondyn wstaje zauważam, że jest o ponad głowę wyższy ode mnie, a jego muskularne ramiona są gęsto wytatuowane.
- Przepraszam. - szepczę. Widzę, jak lustruje mnie wzrokiem.
- Nie ma sprawy. Nie mam nic przeciwko, by takie ślicznotki jak ty nade mną górowały. - puszcza mi zalotne oczko. Być może ludzkie dziewczyny zarumieniłyby się na taki tekst, ale nie ja, syrena. Uśmiecham się do niego zalotnie.
- Skoro tak to zabawmy się jutro. - uśmiecham się przygryzając wargę. Widzę, że podoba mu się, iż od razu przechodzę do rzeczy.
- Okej, znasz "Bloody Rose"? - pyta wkładając do ust papierosa.
- Jasne, kto nie zna? - numer dwa na mojej i Sarah liście ulubionych klubów.
- To dobrze - facet zbliża swoją twarz do mojej i wydmuchuje mi dym prosto w twarz. Nie przeszkadza mi to ani trochę, bo sama jestem palaczką. - Jutro szukaj Nialla. - mówi.
- Szukaj Cloe. - radzę mu.
Po wyjściu z kamienicy nie mogę się zdecydować czy wrócić do "Malibu" czy do domu, ale widok oceanu zbawia mnie od tegoż wyboru.
Spacerowym tempem docieram na plażę, idąc wzdłuż brzegu docieram do osłoniętej skałami zatoczki. Jest środek nocy i nie ma tu nikogo prócz mnie, więc bez obaw zrzucam z siebie wszystkie ubrania. Wchodzę po pas do wody i pozwalam chłodnej wodzie obmyć moje ciało, zamykam oczy i całkowicie się relaksuję.
Zanurzam się po szyję i rozluźniam, puszczam wodze kontroli i pozwalam ukazać się mojej prawdziwej postaci. Czuję, że nie mam już nóg, tylko rybi ogon, pokryty łuskami.
W takich chwilach tęsknię za czasami, o których opowiadała mi matka, gdy syreny żyły na bezludnych wyspach i śpiewały rybakom, by potem ich pożerać i okradać ich statki. Te czasy miały w sobie magię i wolność, teraz jakby usychamy.
Odpływam tak daleko od brzegu jak tylko się odważę. Czuję jak wzywają mnie głębiny, przez chwilę nawet zdaje mi się, że słyszę podwodny śpiew trytonów. Wiem jednak, że muszę wrócić do Los Angeles. Życie w morzach nie jest już dłużej bezpieczne.
Kiedy jestem pewna, że nikt mnie nie usłyszy, wynurzam głowę ponad falami i śpiewam do księżyca w pełni.
Śpiewam o pięknych i zabójczych syrenach i zbyt ufnym marynarzu, który poślubił córkę boga mórz.
_______________________________________________________
Mam nadzieję, że wyszło zachęcająco : )
* cuba libre, screwdriver i daiquiri to nazwy drinków.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz